• Ogłoszenie

    Z radością zawiadamiamy, że pojawiła się nowa książka o Dąbrównie Waldemara Mierzwy "Dawne Dąbrówno w stu ilustrowanych opowieściach" Można ją kupić w Oficynie Wydawniczej Retman

    Po dwóch latach przerwy powróciły ikony VII Warsztaty Pisania Ikon od 28 stycznia do 3 lutego 2013 roku prowadziła akuszerka naszych plenerów, Tamara Bartold zobacz: 2013/wydarzenia/VII warsztaty

    Pod koniec 2012 roku ukazała się w Wydawnictwie "Neriton" niemiecka wersja książki Agaty Dąbek i Wojciecha Brojera o Marianie Boguszu: Bertolt Brecht. "Die Dreigroschenoper'. Marian Bogusz

    18 listopada 2011 roku w Galerii BWA w Olsztynie, w trakcie wystawy "Bogusz - teatr - Brecht", odbyła się promocja książki Wojciecha Brojera Malując słuchałem muzyki songów: Marian Bogusz. "Opera za trzy grosze". Bertolt Brecht z udziałem Agaty Dąbek. Songi Bertolda Brechta i Kurta Tucholsky'ego zaśpiewała Krystyna Tkacz : czytaj w zakładce 2011/wydarzenia/Promocja książki o Boguszu
  • Minigaleryjka

    img_0336-custom img_0435-custom img_0520 wieszanie-11

Grzegorz Eberhardt 2014

Jeden z najżarliwszych przyjaciół Galerii Fundamenty, pisarz, eseista, dokumentalista filmowy, archiwista, historyk, biograf, humanista, autor tomu opowiadań „Pointy” (1997), monumentalnej biografii zapomnianego wielkiego prozaika polskiego Józefa Mackiewicza, „Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu” (aż trzy wydania 2008, 2010, 2013) oraz tomu esejów krytycznych „Świat jednak jest normalny” (2014). Zmarł 9 września, w trakcie pracy nad biografiami Stefana Korbońskiego i Stanisława Szukalskiego.

Na wernisażach w Galerii Fundamenty był aż czery razy, w roku 2009, 2011, 2012 i 2013.

 

Powołał go Pan na bunt

Zawsze był buntownikiem i jednocześnie jakimś niezwyczajnym połączeniem bezkompromisowości z serdecznością. Tym, którzy go znali słabo, mógł wydawać się szorstki, nieraz raniący; bliscy jednak otrzymywali od niego przede wszystkim ciepło, wierność i uczciwość.

Zaczęło się niedobrze. Pierwszy, młodzieńczy bunt Grzesia z „marychą” w tle, i mocniej, zaprowadził go na manowce i za kratki, a mógł się skończyć dramatycznie, gdyby Grześ się przeciw temu niemądremu buntowi nie … zbuntował. Z popiołu młodości wydobył swój talent, by go nie zaprzepaścić i oszlifować. Szczęśliwie znaleźli się tacy, którzy mu wówczas pomogli. Najpierw ludzie z dokumentu filmowego, szczególnie Bohdan Kosiński i Paweł Kędzierski, z którymi połączyła Go wieloletnia przyjaźń. Był to czas, koniec lat 70., kiedy dokumentaliści w PRL-u zaczynali być niepokorni, powoli uczyli się dokumentować nie to, co im zlecono, ale to, co dokumentować należało (strajki sierpniowe, wypadki bydgoskie). Grzesio od nich uczył się warsztatu, ale w kwestii buntu to on był specjalistą. Potem przyszedł czas podziemia i Grzesio odnalazł się wśród całej rzeszy buntowników, mniej lub bardziej autentycznych, mniej lub bardziej przypadkowych. Całe dnie, miesiące i lata poświęcił cichą i cierpliwą pracą „Tygodnikowi Wojennemu” „Przeglądowi Wiadomości Agencyjnych” i „Wydawnictwu Los”: zdobywał papier i drukarską farbę, drukował na sicie, umawiał kolporterów i pośredników. Jednak ręce swoje trudził nie tylko raklą. Chętnie chwytał za długopis, by tym mało poetyckim przedmiotem rysować świat przedziwnych, nieco komiksowych ludzi-ptaków, ale przede wszystkim pisać całkowicie kreacyjne, świetne opowiadania, które w latach 90. wydał w tomie „Pointy”. Późniejsze jego dokonania niemal całkowicie odebrały nam pamięć o tamtej znakomitej książce. Ale wcześniej, jeszcze w stanie wojennym przytrafiło się Grzesiowi „spotkanie”, które zaważyło na całym jego późniejszym życiu. Opisał to spotkanie jednym zdaniem ledwie: „I wtedy, w dniach już pełnego oswojenia z pracą podziemną, trafił do nas Józef Mackiewicz”. „Trafił do nas”? Raczej Grzesio Józefa Mackiewicza instynktownie odnalazł, z pomocą przyjaciela od sita i rakli, Norberta Pietrzaka. Wspólnie, w „Wydawnictwie Los”, jako pierwsi w powojennej Polsce, drukowali teksty Józefa Mackiewicza. Mackiewicz, nazwany niegdyś przez Mariana Hemara „pisarzem dla dorosłych”, stał się dla Grzesia Wergilim po piekle i czyśćcu buntu dojrzałego. Odtąd Grzegorz Eberhardt samotnie poszedł za swym przewodnikiem w świat tekstu, świadectwa, dokumentu, archiwum, grążył po zasobach bibliotecznych AGAD-u, IPN-u, Warszawy, Torunia, Raperswilu, Nowego Jorku, żmudnie gromadził argumenty, które pomogłyby mu (i nam) zrozumieć, dlaczego trzeba być tym bardziej samotnym, im mocniej się wierzy, że „tylko prawda jest ciekawa”? Dzień w dzień, przez ponad dwadzieścia lat, niestrudzenie, jak niegdyś w pracy podziemnej, Grzegorz studiował pisma i losy swego mistrza, te przedwojenne, wojenne, powojenne i pośmiertne. Słynny wśród bibliotekarzy, był najwytrwalszym bywalcem archiwów w Polsce. Przez ostatnie ćwierć wieku życia podobny był do Szymona słupnika z przejmującego wiersza jego ukochanego poety, Stanisława Grochowiaka:

„Powołał mnie Pan na słup.
Na słupie mam dom …”.

W tym samotnym zmaganiu stworzył swoje Opus vitae, sugestywny i prawdziwy pomnik swego mistrza i przywrócił Józefowi Mackiewiczowi należne mu miejsce w naszej kulturze i pamięci. I sam na tej drodze stał się mistrzem buntu.

Czego my, opuszczeni przez Niego tak nagle, możemy się od mistrza Grzegorza Eberhardta nauczyć? Otrzymujemy od Niego trzy trudne lekcje. Pierwsza lekcja to nakaz postawy krytycznej: mamy nie tylko prawo, ale obowiązek sądzić bliźnich według ich czynów, słów i pism. Zwłaszcza pism. Z jego niezwykłej liczby krytycznych lektur zrodziły się artykuły w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Polskiej”, „Najwyższym Czasie”, „Tygodniku Solidarność”, potem zebrane w tom esejów „Świat jednak jest normalny”, w których tropił i ujawniał źródłowy fałsz, bezpodstawny stereotyp, ślad autorskiej autocenzury, wszystko to, co u piszących bezwiednie lub świadomie zasłania prawdę. A przecież tylko ona jest ciekawa. Grzegorz jednak w swej krytycznej postawie był do bólu uczciwy: skierował ją również przeciw sobie samemu. Pomogły mu w tym dokument filmowy, praca podziemna, a przede wszystkim świadectwo Mackiewicza. Z sentymentalnego w swej istocie hipisa, który depcze wokół siebie wszystko, prócz kwiatów, stał się surowym strażnikiem tradycji, wiary i ojczyzny. Oto lekcja druga, którą otrzymujemy od Grzegorza Eberhardta, i którą jeszcze wielu z nas, jego rówieśników, ma wciąż do przerobienia: nie ma sensu, nie wolno trwać przy swoich wyborach, sądach i autorytetach tylko dlatego, że były to nasze wybory, nasze sądy i nasze autorytety. To zbyt mało. Należy je nieustannie weryfikować w zmieniającym się świecie. Wreszcie lekcja trzecia: bezkompromisowość. „Co za wspólnota Chrystusa z Belialem? – woła do nas za świętym Pawłem Grzegorz Eberhardt – cóż światłu do ciemności?” (2Kor 6. 14). Otwarcie i w oczy buntował się przeciw wszystkim tym, którzy próbowali relatywizować prawdę. Zraził do siebie wielu ludzi. W nim spełniała się maksyma: „Powiedz mi, ilu masz wrogów, a powiem ci kim jesteś”. Był niemal samotny, pozostał mu jedynie krąg przyjaciół-wyznawców, jak Mackiewiczowi, jak Szymonowi słupnikowi. Mógł za Grochowiakiem dokończyć ów wiersz:

„Powołał mnie Pan na słup.
Na słupie mam dom i grób.
A ludzie mych wierszy słuchając powstają
I wilki wychodzą żerującą zgrają…
Powołał mnie Pan
Na bunt”.

Pozostawił nam mistrz Grzegorz Eberhardt swoim życiem i swoją nagłą i przedwczesną śmiercią jeszcze jedną, nadzwyczajną, najtrudniejszą lekcję: obowiązek pokory. Grzegorza Eberhadta po drogach i bezdrożach buntu prowadziła Łaska Boża. Przecież nic by nie zdołał zdziałać bez Bożej Łaski. Tę Łaskę wymodliła mu żona, Majka, Maria Eberhardt. Najpierw wymodliła, a potem samego Grzesia nauczyła modlitwy. Miał więc ten buntownik swoją Barbarę Toporską. Obok Wergilego, miał też Beatrycze, która – jak wierzymy – otworzyła mu drogę do nieba. A jednak ta sama Boża Łaska nagle zabrała Go sprzed komputera, w którym zgromadził ogromny materiał do książki o drugim wielkim zapomnianym bohaterze polskim, Stefanie Korbońskim i o jego żonie, Zofii, owoc pracy kolejnych, ostatnich kilku lat spędzonych w archiwach. Dlaczego tak się stało? Nie miejsce tu na tanią teologię. My, nieliczne grono jego przyjaciół-wyznawców, rozumiemy to jako znak, jako Łaskę Bożą dla siebie i przysięgamy, że Opus post mortem Grzegorza Eberhardta ujrzy świat i przywróci kulturze polskiej pamięć kolejnego jej wielkiego świadka, zapomnianego autora „Polskiego Państwa Podziemnego”.

Grzesiu, wieczny odpoczynek Tobie i Twoim bohaterom

Oręduj za nami

  • Kategorie

    • Brak kategorii
  • Archiwa

  • Meta

WordPress SEO fine-tune by Meta SEO Pack from Poradnik Webmastera