• Ogłoszenie

    Z radością zawiadamiamy, że pojawiła się nowa książka o Dąbrównie Waldemara Mierzwy "Dawne Dąbrówno w stu ilustrowanych opowieściach" Można ją kupić w Oficynie Wydawniczej Retman

    Po dwóch latach przerwy powróciły ikony VII Warsztaty Pisania Ikon od 28 stycznia do 3 lutego 2013 roku prowadziła akuszerka naszych plenerów, Tamara Bartold zobacz: 2013/wydarzenia/VII warsztaty

    Pod koniec 2012 roku ukazała się w Wydawnictwie "Neriton" niemiecka wersja książki Agaty Dąbek i Wojciecha Brojera o Marianie Boguszu: Bertolt Brecht. "Die Dreigroschenoper'. Marian Bogusz

    18 listopada 2011 roku w Galerii BWA w Olsztynie, w trakcie wystawy "Bogusz - teatr - Brecht", odbyła się promocja książki Wojciecha Brojera Malując słuchałem muzyki songów: Marian Bogusz. "Opera za trzy grosze". Bertolt Brecht z udziałem Agaty Dąbek. Songi Bertolda Brechta i Kurta Tucholsky'ego zaśpiewała Krystyna Tkacz : czytaj w zakładce 2011/wydarzenia/Promocja książki o Boguszu
  • Minigaleryjka

    wieniec_anna_kornackal021-custom plener-2011-5 jola-w-galerii-fundamenty-2007-r-8-custom-custom ii-warsztaty-pisania-ikon-2006-39

Waldemar Mierzwa „Miasteczko”

Jest monografia o Dąbrównie. W 2011 roku ukazała się książka Waldemara Mierzwy, historyka, wydawcy książek o Mazurach, serii „Moja biblioteka mazurska” (Oficyna Wydawnicza „Retman”), obywatela Dąbrówna. „Miasteczko” to ciekawa, niebanalnie skonstruowana opowieść o dawnych mieszkańcach miasta Dąbrówno (Gilgenburg), niemieckojęzycznych Mazurach, którzy w większości opuścili swoją rodzinną ziemię uciekając przed Sowietami w 1945 roku lub tuż po zakończeniu II wojny i osiedli w Niemczech, o Żydach, którzy musieli opuścić to miejsce jeszcze wcześniej, choć w równie dramatycznych okolicznościach, o strasznych, bezmyślnych, niepotrzebnych zniszczeniach dokonanych w mieście przez „armię wyzwolicielską”. Jest to również opowieść o dzisiejszych mieszkańcach Dąbrówna, Polakach przybyłych z okolic i z Ziem Wschodnich. Książka jest ciekawą mieszanką rezultatów badań archiwistycznych, sięgających aż do początków miejscowości (lokacja w 1326 r.), relacji świadków dramatycznych wydarzeń okresu wojny i powojnia, własnych wspomnień o najnowszych losach miasta i ludzi oraz … przepisów kulinarnych. Autor między innymi opowiada o swoich, nie do końca udanych próbach nawiązania kontaktu z byłymi mieszkańcami w Niemczech. Trochę tylko żal, że w książce nie znalazły swego miejsca ilustracje. Ale takie są ekonomiczne prawa instytucji zwanej „nakład autora”. Wiemy skądinąd – jest także mowa o tym w tekście – że Autor jest posiadaczem ogromnej kolekcji wizerunków dawnego Dąbrówna. Dla wszystkich, którym bliskie są Mazury, lektura obowiązkowa: to, co zostało opisane, wydarzyło się w Gilgenburg-Dąbrównie, ale mogło się zdarzyć wszędzie na mazurskiej (i warmińskiej) ziemi.

Waldemar Mierzwa, Miasteczko, Oficyna Retman, Dąbrówno 2011

W numerze 10 (1219) Tygodnika Solidarność z 2 marca 2012 ukazała się recenzja tej książki pióra Grzegorza Eberhardta, pisarza, filmowca i dziennikarza, autora świetnej monografii o Józefie Mackiewiczu Pisarz dla dorosłych. Za łaskawą zgodą recenzenta zamieszczamy ten tekst, trudny skądinąd do odnalezienia w zalewie tygodników i tekstów:

Gilgenburg – Dąbrówno „Miasteczko”

Znam to „miasteczko”; wiem, że przez wiele-wiele lat nazywane było Gilgenburg, by w ostatnich kilku dziesiątkach lat stać się Dąbrównem. Bywam w nim od kilkunastu lat, a jeszcze częściej staram się bywać. Nie tylko dla urody miejsca, ale i dla… smaku tamtejszych ryb. Jak mówią znawcy – najsmaczniejszych ryb spośród wszystkich mazurskich jezior. Więc i nie dziwota, że na książkę p. Waldemara Mierzwy rzuciłem się właśnie, jak na świeżutką, dąbrowniańską rybę.

I nie zawiodłem się, miejscami była wspaniała uczta, ale niestety były i ości. Szczególnie niebezpieczne bo i na samym początku, gdy to np. już na stronie szóstej czytałem; „Mroźne dni stycznia 1945 roku zamknęły dzieje wschodniopruskiego miasteczka Gilgenburg, choć wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. Ani opuszczający go Niemcy, ani wkraczający Rosjanie, ani wiedzeni ciekawością, a przede wszystkim żądni wojennych łupów Polacy z okolic Mławy, którzy pojawili się niedługo za czerwonoarmistami”…

Tak, tragedia tamtejszej ludności niemieckiej niewątpliwie była wielka, ale jednak ważne jest ustalenie, w jakiś sposób (wybór należy do autora), kto tę śmiertelną zabawę rozpoczął? Czyja pycha i pewność zdobycia świata spowodowała, iż oto w tamte mroźne dni stycznia „zamknęły się” dzieje także i tego miasteczka? W odpowiedzi nie może paść jedno tylko nazwisko; bez jednoznacznego poparcia ze strony swego narodu, pan – o którym myślimy – nie próbowałby realizować swych ambicji. Pomagali mu także i mieszkańcy tego miasteczka. Sam autor podaje (niestety, w odległej partii swej książki), iż w wyborach w roku 1936 niemieccy socjaliści uzyskali w pow. ostródzkim 99,9 proc. głosów. A Hitler miał powiedzieć: „Nie wierzę, żeby był w Niemczech kraj tak wierny, jak kraj Mazurów!” Wcześniej, w roku 1933 miasto Gilgenburg uznało Adolfa Hitlera za swego honorowego obywatela…

No i jeszcze ten widok Polaków idących, krok w krok, za czerwonoarmiejcami dla łupienia biednych Niemców! Doprawdy, straszna wizja!  Krótko mówiąc – początek autorowi się nie udał. Znam osoby, które po tych kilku pierwszych stronach rezygnowały z kontynuacji lektury. Mnie udało się przebrnąć dalej, do ostatniej kropki. I nie żałuję!

Dąbrówno/Gilgenburg, za niewiele lat, w roku 2026 będzie obchodziło siedemsetny rok swego istnienia. Gilgenburg był miastem o dobrej kondycji finansowej. Tak było do roku 1920, gdy decyzją polityków oddzielono je granicą od rynku polskiego. Gród zamieszkiwany był głównie przez Mazurów, było tu też kilkadziesiąt rodzin polskich, kilkanaście żydowskich. Były dwa hotele, kino, dwa banki, poczta. Kilkanaście sklepów, kilka karczm, browarnie… Kościoły dwu wyznań plus synagoga. Nie brakowało rzemieślników, lekarzy. Działało Towarzystwo Śpiewaków, Bractwo Strzeleckie. Popularne były zawody strzeleckie…

Wojna, jej skutki polityczne wymazały miasto Gilgenburg, została wieś Dąbrówno. Coś ok. półtora tysiąca mieszkańców, z rynkiem od roku 1945 pozbawionym połowy kamienic. Te szczerby nie są dziełem walk frontowych, a ognia podłożonego przez maruderów Armii Czerwonej. Inna wersja podaje, iż ogień podłożyli NKWD’ziści szukając zbiegłej im Rosjanki (kobieta o przezwaniu Ladna już na stałe została w Dąbrównie). Do Gilgenburga, od roku 1910 dochodził pociąg. Do Dąbrówna pociągiem już się nie dojedzie: 46 km torów rozebrała Armia Czerwona i zabrała do siebie.

Książka zawiera potężny ładunek wiedzy historycznej związanej z tym miejscem, okolicami. Jest osobista, a jej prywatność nadaje lekturze odpowiedniej dynamiki, temperatury. A przejawiana czasami irytacja nie razi, przeciwnie – dodaje wiarygodności. Np. wyraźnie widoczna w momencie gdy pewien Niemiec, były mieszkaniec Gilgenburga, spytany o los żydowskich mieszkańców miasta, zasugerował, iż zabili ich dla grabieży Polacy. Autor lęka się, iż wkrótce będzie można przeczytać „zagładzie Żydów wschodniopruskich winni są Polacy, którzy w pierwszych dniach września 1939 roku setkami mordowali ich pod Działdowem. Niemcy nie mogli ich ratować, bo byli zajęci wojną. Jakiś Gross gdzieś znajdzie wtedy zdjęcie, na którym polscy wieśniacy pozują z sierpami na kartoflisku pod Mławą”.

Autor nie należy do biernych mieszkańców Dąbrówna. Inicjuje próby nawiązania bliższych stosunków z byłymi mieszkańcami swego Gilgenburga. Próby nie udają się, a wina wyraźnie leży po obu stronach… Autor przecież prób tych nie żałuje, ale i szczerze je opisuje.

Niemcy przyjeżdżający do Dąbrówna nie zapominają odwiedzać cmentarza. Mocno zniszczonego tzw. zębem czasu, brakiem bieżącej opieki. Płyty nagrobne stwarzają wrażenie przewróconych, wszak gdy się je obróci… okazują się tak samo gładkie z obu stron.

Grzegorz Eberhardt

  • Kategorie

    • Brak kategorii
  • Archiwa

  • Meta

WordPress SEO fine-tune by Meta SEO Pack from Poradnik Webmastera